FAST dla Andrzeja i Teresy. 2018 Kierunek Azja Centralna – Przygotowania do podróży – teoria i praktyka

Minęło sporo tygodni od czasu ostatniego wpisu na bloga. Byliśmy w tym czasie pochłonięci przygotowaniami do kolejnej podróży.
Teraz jest chyba dobry moment, aby podzielić się spostrzeżeniami jak, naszym zdaniem oczywiście, należy przygotowywać się do karawaningowego wyjazdu.

„Naukowo” rzecz ujmując, to wygląda tak:

Przygotowania teoretyczne.

Zaczynają się kilka miesięcy przed podróżą. Na ogół wtedy decydujemy gdzie i na jak długo pojedziemy? Jeśli ktoś wyjeżdża na krótki urlop, albo w miejsce dobrze sobie znane, to dalsze czytanie tego wątku, może sobie darować. Podobnie Ci, którzy jeżdżą kamperem bez planu, bez celu.

Najpierw analizujemy ile mamy czasu. Potem wyznaczamy cel. Mamy strategię, aby póki zdrowie dopisuje jechać jak najdalej. Na krótkie, bliskie wyjazdy przyjdzie pora, gdy trzeba się będzie stawiać do doktora.

Potem trasa dojazdu do celu.

Prawie nigdy nie wracamy tą samą drogą. No, może z wyjątkiem Mauretanii i Sahary Zachodniej, gdyż tam jest tylko jedna droga.

Każda podróż to droga, cel i powrót do domu.

Obliczamy ilość kilometrów, sprawdzamy ceny paliwa. Stać nas? Pamiętajmy o kilku zasadach. Im wyższa cywilizacja, tym droższy pobyt. Im dłuższy wyjazd, tym niższe koszty podróży. Potem trzeba trochę po inwestować.

Kupujemy mapy papierowe i przewodniki.

W Polsce liczą się praktycznie dwa wydawnictwa: Bezdroża i Pascal. Jadąc w bardziej egzotyczne miejsca, posiłkujemy się czasami wydawnictwem Globtrotera. Choć tu z poziomem merytorycznym różnie bywa. Jeśli ktoś kuma po angielsku, to jest, choć wcale nie tani, Lonely Planet. Arystokracja wśród przewodników.

W temacie map, to próbowaliśmy różnych. Ostatecznie stanęło na mapach Reise Know-How. Niebieskie okładki mają. Aktualne i cholernie wytrzymałe, gdyż drukowane na płótnie papierowym. Cokolwiek to znaczy. Na wszystkie inne, papierowe mapy, zużyliśmy już wiele metrów taśmy samoprzylepnej.

Nasza droga staje się coraz bardziej szczegółowa. Wiemy jaką trasą pojedziemy. Wiemy co chcemy zobaczyć. Teraz czas na internet i wyszukiwarkę google. Na wschodnie kierunki, lepsza jest yandex.com. Staramy się wyszukać jakieś blogi, albo specjalistyczne grupy dyskusyjne. Tam ludzie podpisują się swoimi nazwiskami i głupot nikt raczej nam nie zapoda. W internecie sprawdzamy pogodę i klimat na naszej trasie. Obyśmy nie byli zaskoczeni, jak jedna z naszych karawaningowych podróżniczek, która napisała, że „w czasie wakacji, w Maroku jest cholernie gorąco” (!) Gdy już grzebiemy w internecie, to nie zapomnijmy poczytać o aktualnej sytuacji społecznej i politycznej w danym regionie świata. Czy są to miejsca stabilne? Czy zbliżają się jakieś wybory? Jaka religia dominuje? Czy mają miejsca konflikty na tle religijnym lub narodowościowym?

Kolejne nasze przygotowanie dotyczy znajomości języka kraju, do którego się udajemy.

Nie, nie uczmy się go na kursie, ale zróbmy sobie „ściągę” z kilkoma podstawowymi zwrotami: tak, nie, dzień dobry, dziękuję, ile kosztuje ……… takich, kilkanaście zwrotów. Z liczebnikami łącznie.

Jeśli będą chęci, to więcej nauczymy się już na miejscu.

Czas na sprawy zdrowotne i zagrożenia z tym związane. Generalne pytanie – czy i na co należy się zaszczepić? Preferujemy spokój. Nie zalecamy przesady. Raczej posiłkujmy się doświadczeniem innych podróżników. Jeśli będziemy się konsultować z lekarzem medycyny tropikalnej, to najchętniej zaszczepi nas na, a raczej za …….. powiedzmy 2 tysiące złotych na głowę.

Sami też jesteśmy często pytani, czy ubezpieczamy się na czas podróży? Odpowiadamy zgodnie z prawdą, że nie. Ubezpieczyć można się na 2-3 tygodniowy urlop, ale 6 miesięczny wyjazd, to wydane kolejne tysiące złotych. My zabieramy ze sobą potencjalnie niezbędne nam lekarstwa i środki opatrunkowe. Łącznie z gipsem. Sami najwięcej wiemy o swoich dolegliwościach, co nam się może przytrafić w drodze.

Patrzymy w sieci internetowej na ceny produktów i ich dostępność w danym kraju. To zagadnienie pozostawiam najczęściej Teresie, która wie co i ile kosztuje? Wyruszając do krajów egzotycznych, powinniśmy sprawdzić, na jakie produkty żywnościowe mamy szanse na miejscu. Jakie warzywa, jakie mięsa, czy wędliny. Co za tym idzie, będziemy mogli zaplanować, czego i ile zabrać.
Co zabierać do jedzenia? Osobiście mamy swoje zwyczaje. Na czas, jak to nazywamy „przerzutu”, czyli szybkich i długich odcinków jazdy, zabieramy z domu mrożonki i gotowe dania w słoikach lub puszkach. Nie tracimy wtedy czas, na przygotowanie obiadokolacji.

Śniadanie Wielkanocne.

Druga składowa naszych zapasów żywnościowych, to posiłki „na czarną godzinę”. Są to puszki lub gotowe dania typu kaszotto. Leżą sobie one długo w garażu i służą nam awaryjnie.

Generalnie, całe nasze zapasy żywnościowe są dobrze zaplanowane i uzależnione od kierunku i pory roku naszej podróży. Bo jeśli wypadają w międzyczasie jakieś tradycyjne święta, to i na takie okoliczności jesteśmy przygotowani. Tradycja to tradycja.
Ostatni okres przed wyjazdem, to wizyta na witrynie naszego MSZ. Jest tam dział dla podróżujących i ostrzeżenia dla turystów. Warto się zarejestrować w systemie Odyseusz, który jest serwisem konsularnym. My się zawsze rejestrujemy, choć nigdy nam ten system nie zadziałał. Za to doskonale działają serwisy informacyjne ministerstw spraw zagranicznych Francji i Wielkiej Brytanii. Warto z nich korzystać. Szczególnie w czasie wyjazdów do Afryki. Można jeszcze rzucić okiem na mapę ostrzeżeń dla turystów. Jednak z dużym dystansem, gdyż polskie MSZ przyjęło zasadę, że najlepiej by było gdyby Polacy nie włóczyli się po świecie.
Waluta. Kupować w kantorze, brać gotówkę, czy karty? Próbowaliśmy już wszystkich opcji. Teraz tylko karty z małą ilością euro lub dolarów, na wszelki wypadek. Ta mała ilość, to może być i 300 i 500 banknotów, o nie najwyższym nominale. Resztę załatwią karty. Najlepiej różne – visa i master. Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest otwarcie konta w banku, który oferuje wypłatę z zagranicznego bankomatu, bez prowizji.
Jaką nawigację przygotować? Próbowaliśmy i tego i owego. Obecnie korzystamy z aplikacji do telefonów z androidem. Sygic, MapsMe i Navitel. Mapy do tych programów pokrywają cały świat. Na własny użytek, korzystam jeszcze z aplikacji Maverick. Zaznaczam na niej POI, czyli interesujące mnie punkty, a w ich opisie umieszczam dodatkowo ……. zdjęcie.

Jak już mamy wszystko zaplanowane, to kilka tygodni przed wyruszeniem, przystępujemy do praktycznych przygotowań.

Przygotowania praktyczne.

Od lat praktykujemy pewien podział pracy i zakresu działania, przed wyruszeniem w drogę. Wszystko (prawie), co dotyczy wnętrza kampera, to domena kobiety.
Na zewnątrz jest moje królestwo.
….. zewnętrzne.

Dokumentacja kampera. Sprawdzamy ważność przeglądu rejestracyjnego pojazdu. Jeśli kończy się w trakcie podróży, to przed wyjazdem dokonujemy wcześniejszego przeglądu. Pamiętajmy, że bez aktualnych badań technicznych nasze ubezpieczenie może nie działać.
Jak już o ubezpieczeniu mowa, to obowiązkowe OC powinno obejmować okres naszego wyjazdu. Jeśli koniec okresu ubezpieczenia przypadnie nam w trakcie podróży, to powinniśmy postarać się o zawarcie nowego – kilka miesięcy wcześniej. Dobry agent ubezpieczeniowy poradzi sobie z takim problemem. Do ubezpieczenia OC koniecznie, przy podróży za granicę, pamiętajmy o „zielonej karcie”. To ona działa poza granicami Polski.

Kolejna sprawa, to międzynarodowe prawo jazdy. Ważne kilka lat, kosztuje koło 30 PLN, a zapotrzebować go można w wydziale komunikacji, nawet przez internet. W sieci znajdziecie wykaz krajów, gdzie takie prawo jazdy jest wymagane.
Tylko uwaga, są dwie konwencje międzynarodowe i dwa różne wzory tych praw jazdy. Trzeba wiedzieć gdzie, poza Europę jedziemy i dobrać właściwy wzór. Z drugiej strony patrząc, to w czasie naszych wyjazdów międzynarodowego prawa jazdy, jeszcze nigdy nie okazywaliśmy.


Wybór czy wyrabiać? Należy do Ciebie.

Czas popracować fizycznie.
Zacznijmy od silnika. Każdy jest inny. Każdy ma inne, choć podobne, zasady eksploatacji. Wymiana oleju. Wymiana filtra powietrza, paliwa. Rozrząd, co pewien czas i takie inne rzeczy, których wykonanie powierzam na ogół wykwalifikowanym mechanikom. Jeśli nasz wyjazd trwa, powiedzmy 20 tysięcy kilometrów, to zabieram ze sobą zapasowe filtry i olej, który wymieniam gdzieś w trasie. Jadąc do Afryki, tego nie zrobiłem. Za to teraz 2 x wymieniłem olej i wszystkie filtry.

Części zapasowe firmy FAST.

Zapasowe też zabieram ze sobą, bo: będzie znowu ponad 20 tysięcy kilometrów i chyba spore zapylenie. Bo i stepy i pustynie też w Azji Centralnej są. Części zapasowe? Są różne szkoły w tym temacie. My mamy pasek klinowy, linkę i pedał sprzęgła, komplety żarówek i bezpieczników. Filtry, olej. Jakieś tam jeszcze drobiazgi. Na obecny wyjazd, w części zapasowe zaopatruje nas hurtownia CELKAR z Niepołomic. Jest ona dystrybutorem części zamiennych włoskiej firmy FAST, a te cieszą się dobrą opinią. Nie tylko w Europie.
Tym razem wyjątkowo zabrałem też kompletny rozrusznik, który zaczął mi szwankować, a którego nie zdążyłem wymienić przed wyruszeniem. Najwyżej w drodze odkręcę 3 śruby i dokonam wymiany podzespołu. Czy warto coś zabrać więcej? Często jesteśmy pytani: czy nie mamy dużych awarii kampera? Boimy się, jeśli coś stanie się z pojazdem, na terenie Europy, gdzie sam wjazd na kanał kosztuje, powiedzmy 100 EUR, a naprawia się samochody poprzez komputer. Jeśli coś się dzieje niedobrego poza Europą, to jesteśmy pewni, ze miejscowe „złote rączki” naprawią wszystkie mechanizmy.

Droga przez Afrykę.

Bieżnik w oponach mamy wystarczający do zaplanowanych kilometrów. No i do kierunku wyjazdu dostosowany? W ciepłych klimatach i przy przeładowanym kamperze, nie trudno o przygody, jakich kilka mieliśmy na terenie Afryki Zachodniej. Można też rozważyć wrzucenie na dach kampera 1-2 dodatkowych opon? Najlepiej w pokrowcu, bo słoneczko tam praży!

Nim przejdę do omówienia zasilania części pokładowej kamper, w energię elektryczną, to powiem o pewnej zasadzie, którą się kierujemy od kilku lat.
WSZYSTKO MAMY ZDUBLOWANE.
W czym rzecz? Otóż, jeżeli wyjeżdżamy na kilka miesięcy, często w rejony, gdzie nie ma dostępu do sklepów specjalistycznych, to wtedy wszystkie ważne dla nas wyposażenie jest podwójne. Nie możemy sobie pozwolić na pozbawienie się możliwości normalnego funkcjonowania.                   Korzystania z komputera, łączności, edycji zdjęć, montażu filmów, właściwego oświetlenia do czytania, nawigacji i wiele, wiele innych. Przykładowo: elektryczna maszynka do golenia i dwa kable ją zasilające, zasilacz do komputera na 220v i drugi na 12v.

Laptop jeden, ale w zastępstwie czeka tablet 10 cali z dodatkową klawiaturą. Taki prosty, tani OVERMAX z 2 MB pamięci RAM. Można coś na nim po edytować i popisać też.
Smartfona każdy w załodze ma swojego, ale dodatkowy, nie używany już telefon, też jest na podorędziu. Gdy za granicą kupimy kartę prepaid z internetem, a wtedy swój krajowy numer trzeba gdzieś przełożyć.
Kable do ładowania urządzeń z USB – mikro, mamy w ilości +4.
Potem zapakowałem do kampera coś z „wyższej półki”. Ponieważ nasze karawaningowe podróże są ściśle związane z wykonywaniem przez nas zdjęć i filmowaniem, gdyż ta dziedzina ciągle nas „kręci”, więc zabieramy ze sobą dwa aparaty fotograficzne. Główny i zapasowy i …………… jeszcze jeden, do zdjęć podwodnych. Nie są to żadne lustrzanki, bo takich (ciężar!) nie używa chyba żaden podróżnik, ale bezlusterkowce z optyką 4/3.

Panasonic

Głównym naszym aparatem tej podróży jest Lumix GH4, użyczony przez Panasonic Polska. Aparat z funkcją nagrywania video w jakości 4k, do zastosowań profesjonalnych. Pomny awarii aparatu, w czasie naszej afrykańskiej odysei, zapakowałem też korpus Olympusa EP-5. Szkła, czyli obiektywy aparatów fotograficznych od Olympusa, pasują oczywiście do Panasonica.

Olympus

Firma Olympus zaopatrzyła nas również, w jeden z ich najlepszych obiektywów: 12-40 PRO. Do zdjęć podwodnych, a na trasie będziemy mieli i Bajkał i mongolskie jeziora, dostaliśmy Olympusa Tough TG-4. Trzecią rzeczą od Olympusa, w naszym wyposażeniu, jest rejestrator dźwięku DM-650. Tak sobie wymyśliłem, że dobry obraz video powinien mi dać Lumix GH4. Dźwięk niekoniecznie. Myślę, że warto będzie wspomagać się rejestratorem, a potem to wszystko połączyć. W film zawierający wspomnienia z wakacji.

Jednak powiedzmy sobie szczerze.
Jeśli ktoś nie ma  zacięcia do fotografii artystycznej, to w zupełności wystarczy mu fotografowanie smartphone. Do pokazania zdjęć rodzinie, jako swoje wspomnienia, czy też umieszczenia w mediach społecznościowych, wystarczy z powodzeniem zdjęcie z telefonu.
Tu taka mała dygresja. W czasie naszej wędrówki przez Włochy, obserwowałem turystów zwiedzających atrakcje turystyczne. Czym wykonują zdjęcia? Około 80% robi je ……… telefonem, kilkanaście procent (15) jakimiś małymi kompaktami, a pozostałe 5% obwieszonych jest dużymi aparatami.


Czas na prąd. Zrobiłem mały rachunek sumienia i wyszło mi, że w czasie obecnego wyjazdu, będziemy potrzebowali trochę więcej prądu. Więcej zdjęć, filmowania, czy też pracy komputera, to mały pikuś. Ale jedzie z nami dron Mavic PRO, z firmy DJI ARS z Warszawy oraz rower elektryczny firmy Ecobike z Wrocławia. Jeżeli, a na pewno tak, będziemy oba te urządzenia intensywnie eksploatować, to zapotrzebowanie na prąd będzie większe.


Dlatego poprosiliśmy amerykańską firmę EXIDE (jak to ładnie zabrzmiało), a dokładniej jej polski oddział w Poznaniu, z którym mamy przyjemność współpracować już wiele lat, o dodatkowy akumulator żelowy. W sumie mamy więc 120+120+85 Ah. Dużo i jeżeli nie mamy takiej potrzeby, to nie przesadzajmy. Akumulatory sporo ważą. Dwa zamontowałem pod siedzeniem, w części mieszkalnej. Jeden pod fotelem kierowcy.
Pierwsza uwaga. WSZYSTKIE akumulatory powinny być wykonane w tej samej technologii. Jeśli AGM, to AGM. Jeśli Gel, to gel. Sprawa druga, to sposób podłączenia – koniecznie jak na załączonym szkicu. Sprawa trzecia, to odpowiednia średnica okablowania, która zależy od wielkości akumulatora i długości podłączenia.
No tak. Zamontowałem dodatkowy akumulator, a teraz trzeba to jakoś doładowywać! Przez lata, miałem założony na dachu jeden panel 100W. W czasie podróży po Afryce, prądu mieliśmy na przysłowiowy styk.

Zacząłem więc czytać, pisać i dzwonić po różnych firmach fotowoltaicznych. Na konsultacje. Chodziła mi też po głowie turbina wiatrowa. Taka dedykowana do pojazdów karawaningowych. Dobry kwadrans, na rozmowę telefoniczną, poświęcił mi Paweł. Właściciel firmy EcoSystem. Bogata wiedza plus przyjemny kontakt zaowocował montażem na naszym kamperze, dwóch dodatkowych paneli elastycznych, po 100W każdy. Jednak, nie to jest najważniejsze.

Zostałem uświadomiony i przekonany do wymiany regulatora. Z popularnego typu PWM na droższy o powiedzmy 200 PLN regulator MPPT. Aby się nie wdawać w rozważania teoretyczne powiem tylko, że MPPT daje o 20-30% większy prąd ładowania z paneli słonecznych. Czyli nawet do pojedynczego panelu warto taki regulator zainstalować. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Możemy sobie dokupić dedykowany kabel do regulatorów Tracer, który pozwala nam na podłączenie regulatora do smartphone lub laptopa i uzyskiwanie szeregu parametrów ładowania i stanu naładowania akumulatorów. Wygodniejsze to, niż wpatrywanie się w wyświetlacz Tracera.


Data wyjazdu zbliża się coraz szybszymi krokami. Prąd jest, ładowanie akumulatorów jest. No tak. Potrzeba jeszcze napięcia 230V. Choć by do roweru elektrycznego. Jego akumulator potrzebuje sporego poweru. No i na czasie, z polskiego oddziały firmy DOMETIC, przyszła propozycja użyczenia nam, na czas podróży, konwertera DSP 1512. Zobaczymy jak się sprawdzi w życiu. Jego moc stała to 1500W, a plusy to: pełny sinus na wyjściu i zdalne sterowanie. Zamontowałem. Dotychczasową naszą przetwornice oczywiście też zabrałem.
Zgodnie z opisaną powyżej zasadą. ZDUBLOWANIE najważniejszych elementów.
Co jeszcze zapakowałem do kampera?
Kanistry plastikowe. Na wschodni kierunek zabrałem 2 x 30 litrów na wodę i jeden dwudziestolitrowy na paliwo.

….. wewnętrzne.

Domena Teresy. Część kuchenna. Łazienka. Garderoba. Ja dbam o jedną rzecz. O właściwe rozłożenie środka ciężkości. Najcięższe rzeczy umieszczamy na poziomie podłogi. Najlżejsze pod sufitem.
Osobiście wykorzystujemy całą powierzchnie alkowy na magazyn. Umieszczamy tam skrzynki  pozyskane z kiosków warzywnych. Takie lekkie, plastikowe. Mieści się ich około dziesięciu. Jest tam umieszczona elektronika, prezenty, które otrzymujemy z urzędu miasta Krakowa (foldery, smyczki, długopisy). Kolejna skrzynka zawiera suweniry otrzymane od Marszałka Województwa Małopolskiego. Albumy, wydawnictwa turystyczne reklamujące Małopolskę.
Jest tam też miejsce na skrzynkę z lekarstwami, zapasy papierów wszelakich, zapasową pościel i suche artykuły spożywcze.
Z przysłowiowego jedzenia zabieramy rzeczy „na drogę” oraz „na czarną godzinę”. Więcej nic nie napiszę, bo każdy ma swoje preferencje żywieniowe.
Warto tylko pamiętać, że jakieś słoiki, puszki warto umieścić w miejscu chłodniejszym. My je ustawiamy w skrzynkach, w garażu – czyli z tyłu kampera.
Jest tam też miejsce na turystyczną pralkę. Taką za 200-300 PLN, zasilaną 230V. Przy dłuższych wyjazdach jest ona niezbędna.

Przed każdym wyruszeniem w drogę. 

 

Swoista CHECK LIST’a:

 

Samochód:

– zamocowanie haka holowniczego, połączenia elektrycznego, linki awaryjnej, nacisku na hak

– ciśnienie w ogumieniu (łącznie z zapasem),

– poziom oleju, paliwa, płynu hamulcowego, chłodnica, spryskiwacz

– oświetlenie zewnętrzne

 

Przyczepa kempingowa i kamper: (jak wyżej oraz dodatkowo)

– zamknięcie wszystkich okien, w tym dachowych

– zamknięcie drzwi szafek oraz lodówki (zabezpieczamy)

– zakręcenie butli gazowych, o ile nie posiadamy reduktora umożliwiającego korzystania z gazu w czasie jazdy (np. reduktor TRUMA duo control)

– przełączyć zasilanie lodówki na 12V

– zabezpieczyć wszystkie luźne przedmioty leżące na stole, półkach, na piecu

– zabezpieczyć wyposażenie łazienki przed wypadnięciem z półek

– zwolnić hamulec i podnieść koło manewrowe w przyczepie

– podnieść podpory (nogi)

– odłączyć kabel zasilania 230V

– sprawdzić poziom wody, opróżnić kasetę WC i zbiornik wody szarej

– usunąć i zabrać kliny najazdowe

– zdjąć z kół osłony przeciwsłoneczne

– w czasie obchodu wokół zestawu lub kampera, sprawdzić zamknięcie zewnętrznych klap

– do nawigacji wprowadzić cel podróży

 

Warto pamiętać:

aby wyrobić w sobie nawyk obejścia wokół kampera lub zestawu, gdy wszyscy pasażerowie są już wewnątrz. To ostatnia czynność przed ruszeniem w drogę.

Po każdym, nawet obiadowym postoju na poboczu. Unikniemy wtedy wielu niespodzianek.

 

Szczęśliwej drogi !!!

Autor: Teresa Andrzej 

Sprzedaż hurtowa

Jesteśmy do Twojej dyspozycji codziennie od godziny 8 do 18.

Realizujemy wysyłki codziennie z naszego magazynu centralnego za pośrednictwem firm kurierskich. Dzięki temu jesteśmy w stanie dostarczyć towar w dowolne miejsce w Polsce w ciągu 24 godzin!

VanKing Celkar Group Sp. z o.o.
ul. Podłęska 25
32-005 Niepołomice
Poland
NIP: 6792691789

Facebook Celkar Google Plus Celkar Celkar kanał Youtube


Tel: +48 12 312 90 10
Tel: +48 12 341 60 30
e-mail: info@vanking.pl